<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Harry Potter World</title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl</link>
<description> Harry Potter World</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=99#p99</link>
<guid isPermaLink="false">99@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Świetny był ten numer na eliksirach xD Hermiona i Snape jako kochankowie? Nie wyobrażam sobie tego xD Ciekawa jestem reakcji Dracona, jak dowie się prawdy]]></description>
<pubDate>Niedziela 8 Lipiec</pubDate>
<comments>Niedziela 8 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=98#p98</link>
<guid isPermaLink="false">98@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Pięknie ale ta akcja z snapem poprostu się popłakałam ze śmiechu^^ <br />ciekawi mnie mina draco przy tej wymianie zdań miona cyzia i lucek]]></description>
<pubDate>Niedziela 8 Lipiec</pubDate>
<comments>Niedziela 8 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=97#p97</link>
<guid isPermaLink="false">97@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Rozdział II<br /><br />Ostatni tydzień roku szkolnego minął w miarę spokojnie. Hermiona starała się zachowywać tak jak dotychczas, a trzeba przyznać, że było to cholernie trudne. We wtorek omal nie wykrzyczała wszystkiego Potterwoi w twarz i nie strzeliła do Avadą, gdy ten obrażał Voldemorta i wychwalał pod niebiosa Albusa Dumbledore&#8217;a. W ostatniej chwili powiedziała, że boli ją głowa i poszła do siebie, gdzie rzuciła zaklęcie wyciszające i zdemolowała cały pokuj. Później jednym zaklęciem przywróciła go do stanu używalności.<br />Dziś jest piątek, długo przez wszystkich oczekiwany dzień, koniec roku szkolnego, ostatnie zajęcia, a jutro pociągiem wszyscy wracają do Londynu. Ostatnią lekcją w tym roku i dniu były podwójne eliksiry. Wraz z Severusem Miona postanowiła zrobić coś co zaskoczy wszystkich. Panna Granger przyszła do sali jako pierwsza, wyjątkowo bez Grzmotera i Wieprzleja. Gdy owa dwójka weszła do pełnej uczniów sali i nie zauważyła swojej przyjaciółki chciała wyjść jej szukać, lecz w tym momencie do sali wparował Naczelny Postrach Hogwartu.<br />-Siadać.- warknął do wszystkich w swoim stylu<br />Potter przez swoją wrodzoną zdolność do wysuwania błędnych wniosków i podejmowania decyzji tragicznych w skutkach dla siebie, zaczął strasznie się wiercić i szeptać do Weasley&#8217;a.<br />-A cóż to Potter? Czy ja taki straszny jestem, że pokazujesz swój strach publicznie i szeptasz do Weasley&#8217;a?- spytał sarkastycznie Mistrz Eliksirów<br />-Panie profesorze, nie ma Hermiony. A jak stało jej się coś złego?- palnął bez namysłu Bliznowaty<br />-Gdybyś się rozejrzał to byś zauważył, że siedzi ona w pierwszej ławce. Ale oczywiście ty Potter nie widzisz niczego poza czubkiem własnego nosa. Wielki Harry Potter. Też mi coś. Przez ciebie Gryffindor traci 20 punktów.- cała wypowiedź Snape&#8217;a ociekała jadem i ironią<br />Grzmoter cały czerwony ze złości usiadł na swoim miejscu, a profesor zaczął sprawdzać obecność.<br />-Malfoy?<br />-Jestem.<br />-Parkinson?<br />-Jestem.<br />-Potter?- spytał z wyraźnym obrzydzeniem<br />-Jestem.- odparł cały czas zły, a pod nosem dodał- Przecież wiesz Nietoperzu, przecież odebrałeś mi 20 punktów.<br />Na jego nieszczęście nauczyciel eliksirów miał doskonały słuch.<br />-Minus 30 punktów.<br />-Za co?!<br />-Kolejne 20. Za co? Za to jak zwracasz się do nauczyciela, krzyczysz, nie ty się wydzierasz no i obrażasz pracownika szkoły. A teraz racz zająć miejsce, chyba że twoje szanowne cztery litery nie mogą się pobrudzić od kurzu.<br />Potter jeszcze bardziej wściekły opadł na krzesło, a klasa śmiała się w najlepsze z wypowiedzi profesora, byli to oczywiście Ślizgoni i pewna brązowowłosa Gryfonka.<br />-Weasley?<br />-Jestem.<br />-Hermiona?<br />-Jestem.<br />Na dźwięk tych słów, wypowiedzianych miłym tonem z obu stron, klasa w szoku spoglądała to na Snape&#8217;a, to na Granger. Słychać było tylko szepty: Co to ma znaczyć? Co tu się dzieje? Od kiedy Snape mówi do Gryfonki, w dodatku szlamy Granger po imieniu? Czemu Nietoperz jest miły dla Hermiony? itp.<br />-Cisza!- krzyknął NPH- Na tablicy macie przepis na Wywar Żywej Śmierci. A teraz do roboty.<br />Nikt po za Mioną nie mógł się skupić. Nadal nie mogli pojąc tego co wydarzyło się przed chwilą. Hermiona już po godzinie miała skończone.<br />-Sev, skończyłam już. Mogę poczytać sobie jedną z twoich książek?<br />-Tak. Usiądź sobie przy biurku. W szafce powinna być jeszcze jakaś, której dotychczas nie przeczytałaś.<br />Hermiona usiadła przy biurku i zaczęła czytać już dwudziestą z kolei, w ciągu tego tygodni, książkę o Czarnej Magii. Po tej krótkiej konwersacji między nauczycielem i uczennicą, Potter, Weasley i Malfoy z wrażenia spadli z krzeseł, wywołując tym salwę śmiechu u ME i Gryfonki, a widząc miny owej trójki, po prostu nie mogli przestać. Wreszcie zadzwonił ten upragniony ostatni dzwonek. Severus objął ramieniem Hermionę i jako pierwsi wyszli z sali, zostawiając już w kompletnym osłupieniu całą klasę. Doszli do prywatnych kwater Seva, weszli do środka i padli na kanapę płacząc ze śmiechu. Tego dnia panna Riddle nie wróciła już do PWG. Gdy oboje nie pojawili się na kolacji, między uczniami rozniosła się plotka, że Hermiona Granger jest kochanką Severusa Snape&#8217;a. W tym czasie Sev zrobił Mionie powtórkę z całego materiału, który przerobiła, w końcu ona chciała zaimponować ojcu, a on jako jej wujek chciał jej w tym pomóc. Następnego dnia weszli razem do WS. Szli ramię w ramię wesoło rozmawiając, poczym rozdzielili się. Ona poszła do stołu Gryfonów, a On do stołu nauczycielskiego. Hermi usiadła na samym końcu i patrzyła, jak Dumbledore przyznaje Puchar Domów i Puchar Quidditcha Gryffindorowi. Na sali rozległ się głośny aplauz, do którego nie dołączyli się uczniowie domu Salazara Slytherina, ich opiekun oraz ona. Uśmiechnęła się za to na myśl, że w przyszłym roku będzie inaczej. W przyszłym roku zwycięstwo będzie świętować Slytherin. Ona już tego dopilnuje. Uczta dobiegła końca i wszyscy zaczęli się żegnać. Grzmoter, Wieprzlej i Wiewióra ( Ginny Weasley) szli w jej stronę z minami wyrażającymi chęć mordu, za to co wydarzyło się na eliksirach. Na jej ustach pojawił się ironiczny uśmieszek. Już mieli prawić jej wyrzuty, gdy tuż obok, znienacka pojawił się Snape.<br />-Bagaże są już w domu, lecz my musimy się tam dostać w normalny sposób. Chodźmy już, bo nam powóz odjedzie.- rzekł do Hermiony<br />Mieli już iść, gdy Weasley złapał ją za rękę.<br />-Ty suko! Jesteś jego kochanką!- krzyknął<br />-Czy ci na mózg padło Ronaldzie? Ja jestem uczennicą, a Severus nauczycielem. Nic nas nie łączy, poza przyjaźnią.<br />Po tych słowach odeszli do powozu.<br />-Myślisz, że to prawda?- spytał Ron Harry&#8217;ego<br />-Myślę, że tak. Choć to i tak za dużo. Gdyby było inaczej Dumbledore wydaliłby ją ze szkoły, a nietoperza wyrzucił z pracy.<br />-Masz rację. Miejmy tylko nadzieję, że przez te wakacje wszystko ulegnie zmianie na lepsze i Hermiona z powrotem znienawidzi tego dupka.- rzekła Ginny<br />Oj, gdyby tylko wiedzieli, że ich życzenie się spełni. Wszystko ulegnie zmianie, lecz na gorsze, dla nich. Podczas podróży pociągiem Severus opowiadał jej o sobie, o jej ojcu, jak się poznali, jak zostali przyjaciółmi, lecz gdy pytała go o żonę, to odpowiadał, że to niespodzianka. Gdy pociąg zatrzymał się na stacji King Cross odczekali aż zrobi się mniej tłoczno i wyszli z przedziału. Wyszli na zewnątrz i udali się przed siebie. W końcu Snape dostrzegł rodzinę Malfoyów i ruszyli w ich stronę.<br />-A ty tu czego szlamo?- spytał z pogardą młody Malfoy<br />-Milcz synu.- uciszył go ojciec<br />-Najmocniej panienkę przepraszam.- tłumaczył się Malfoy Senior<br />-Co tu się dzieje?!- wrzasnął zdenerwowany Draco<br />-Zamilcz Draconie.- upomniała go matka<br />-Ja najmocniej za niego...<br />Narcyza chciała się już tłumaczyć, lecz Hermiona jej przerwała.<br />-Lucjuszu, Narcyzo, nic się nie stało. Zgaduję, że Draco jeszcze nic nie wie?<br />-Tak panienko. Nie zdążyliśmy mu jeszcze powiedzieć.- odpowiedziała Narcyza<br />-To nic. Sprawa wyjaśni się z biegiem czasu. A teraz moglibyśmy już jechać?<br />-Ależ oczywiście panienko.- rzekł Lucjusz<br />-Strasznie mi się podoba, jak się tak do mnie zwracacie- zaśmiała się serdecznie- lecz proszę, mówcie mi po imieniu.<br />-Dobrze pa... Hermiono.- odparła pani Malfoy<br />Tej wymianie zdań przysłuchiwał się nadal nic nie pojmujący Draco. Po co my z nią jedziemy do dworu Czarnego Pana? Nie mógł tego pojąć. Cała piątka doszła do samochodu- limuzyny i po chwili ruszyli w drogę do Riddle Manor.]]></description>
<pubDate>Czwartek 7 Czerwiec</pubDate>
<comments>Czwartek 7 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Tapety</title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=96#p96</link>
<guid isPermaLink="false">96@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Wrzucajcie tu potterowskie tapety.]]></description>
<pubDate>Wtorek 5 Czerwiec</pubDate>
<comments>Wtorek 5 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=95#p95</link>
<guid isPermaLink="false">95@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Snape. Moim zdaniem to najlepszy z wszystkich nauczycieli w Hogwarcie.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 28 Maj</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 28 Maj</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=94#p94</link>
<guid isPermaLink="false">94@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Voldemort kochanym tatuśkiem przytulającym i ocierającym łzy?]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 21 Maj</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 21 Maj</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=93#p93</link>
<guid isPermaLink="false">93@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Taka Hermiona podoba mi się najbardziej .! :P I nie żałuję tego Grzmottera ;P Jestem ciekawa tej zemsty :D I niech cały świat łącznie z Dumbledor'em się boi .!]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 21 Maj</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 21 Maj</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=92#p92</link>
<guid isPermaLink="false">92@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Rozdział I<br /><br />Pewna brązowo włosa Gryfonka siedziała na parapecie w swojej sypialni i rozmyślała nad swoim losem. Godzinę temu dowiedziała się, że całe jej dotychczasowe życie było jednym, wielkim kłamstwem, że nie jest szlamą, że nie jest córką tych wrednych mugoli. Tak, wrednych mugoli. Trzeba zaznaczyć tu, że jej życie nie było takie piękne jak wszystkim się wydawało. Hermiona nie miała łatwego życia. Od kiedy jej &#8222;rodzice&#8221; dowiedzieli się, że jest czarownicą, zaczęli nią pomiatać, bić, wykorzystywać do każdych prac, była traktowana gorzej niż skrzat domowy. Skrywała w sobie to, że nienawidzi mugoli, bo wszyscy jej znajomi bronili ich, a teraz? Teraz wreszcie może się zemścić i nie musi udawać, że kocha Grangerów. A wszystko to za sprawą jednego wspaniałego wydarzenia z przed dwóch godzin.<br /> <br />Wspomnienie<br /> <br />Szóstoroczna Gryfonka szła właśnie na szlaban do Severusa Snape&#8217;a, Naczelnego Postrachu Hogwartu. Przez całą drogę zastanawiała się za co dostała ten szlaban, przecież nic złego nie zrobiła. Przeanalizowała całe zajęcia i nic. Na rozmyślaniu zeszła jej cała droga do gabinetu Mistrza Eliksirów. Stanęła przed drzwiami i zapukała. Po usłyszenie &#8222;wejść&#8221;, weszła do środka.<br />-Dobry wieczór panie profesorze.<br />-Brawo Granger, nie spóźniłaś się. A teraz chodź za mną. Zaprowadzę cię do sali, którą masz wyczyścić.<br />Po tej krótkiej wymianie zdań Snape wyszedł z gabinetu, a młoda Gryfonka ruszyła za nim. Szli już tak 15 minut jakimś zapomnianym korytarzem. Nagle Nietoperz zatrzymał się, otworzył drzwi i wszedł do środka. Panna Granger strasznie się bała. W końcu jest tu z najbardziej znienawidzonym nauczycielem, w dodatku śmierciożercą w kompletnie nieznanej jej części zamku. Po chwili przełamała się jednak i weszła do środka.<br />-Tu masz miotłę, wodę i szmatę. Przyjdę po ciebie o 24. jak wrócę sala ma lśnić.- rzekł Snape z swoim wrednym uśmieszkiem na ustach<br />Gdy tylko wyszedł zabrała się do roboty. Po paru minutach drzwi otworzyły się i do środka weszła jakaś zakapturzona postać. Hermiona sięgała już po różdżkę, gdy nagle przypomniała sobie, że Snape ją jej zabrał. No to pięknie. Postać zaczęła się do niej zbliżać, a ona nie mogła się ruszyć. Ze strachu nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Gdy zakapturzony osobnik stał już centralnie przed nią, podniósł ręce i zsunął kaptur. Oczom Hermiony ukazał się Tom Marvolo Riddle.<br />-Witaj Hermiono.- rzekł<br />-Aa! Voldemort! Co ty tu robisz?! Nie wydam ci Harry&#8217;ego!<br />-Po co mi Potter, skoro mam ciebie. Moją córkę.- odparł z uśmiechem<br />-Co?! Kłamiesz! Ja nie jestem twoją córką!<br />-Ależ jesteś i zaraz ci to udowodnię.<br />Hermiona padła na kolana i zaczęła płakać. &#8222;To nie możliwe&#8221; powtarzała w kółko. Czarny Pan kucnął przy niej i przytulił ją. Gdy tylko to zrobił po jej ciele rozeszło się przyjemne ciepło. Tom otarł ręką jej łzy i spojrzał w te bursztynowe oczy, jego oczy.<br />-Ale jak? Przecież...<br />-Spokojnie. Chodź, usiądziemy na kanapie i wszystko ci opowiem.<br />-A skąd mam wiedzieć, że nie zabijesz mnie lub nie porwiesz by szantażować Harry&#8217;ego?<br />-Gdybym chciał to zrobić to już bym to zrobił. A teraz chodź.<br />Podnieśli się i podeszli do wyczarowanej przez Riddlea kanapy. Usiedli wygodnie i Tom zaczął swoją historię.<br />-Osiemnaście lat temu, gdy byłem u szczytu swojej potęgi Severus Snape przyprowadził do mnie swoją siostrę, która chciała wstąpić w moje szeregi. Gdy tylko ją ujrzałem poczułem w sercu ciepło. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, a byłem pewien, że nie znam tego uczucia. Ona odwzajemniała moje uczucie. Zmieniłem się. Dla moich podwładnych jestem dobrym panem, pomagam im w trudnych sytuacjach, znalazłem nawet przyjaciół. Rok później wzięliśmy ślub, a potem narodziłaś się ty. Byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Przez pierwsze miesiące po twoich narodzinach byliśmy razem bardzo szczęśliwi, lecz nasze szczęście nie trwało długo. Pewnej nocy naszą posiadłość zaatakowali członkowie Zakonu Feniksa. Byliśmy nie przygotowani, nie mieliśmy z nimi szans. Jakimś cudem dowiedzieli się o tobie i chcieli cię zabić. Wraz z Jane i Kathrin, twoją matką, postanowiliśmy cię ukryć. Jane potajemnie wyniosła cię z domu, a my na twoje miejsce podłozyliśmy jakieś dziecko. Chwilę po tym, jak nasza przyjaciółka wraz z tobą opuściła pokuj, wparowali do niego: Dumbledore, Moddy i James Potter. Ściągnąlem na siebie uwagę pierwszej dwójki. Gdy my walczyliśmy Potterowi udało się odebrać Kate dziecko i zabić je. W ostatniej chwili zdążyłem dotrzeć do żony i deportować się z nią tuz przed trzema promieniami Avady. Byliśmy szczęśliwi, że nie grozi ci żadne niebezpieczeństwo, a ja dodatkowa wściekły, że prawie straciłem żonę. Dzień po tym wydarzeniu udałem się do Potterów i zabiłem ich.<br />-Ale Harry cię pokonał.<br />Po sali rozniósł się śmiech Voldemorta.<br />-Nie. Młody Potter mnie nie pokonał. Zostawiłem na jego czole bliznę, by wszyscy myśleli, że zginąłem, a ja wraz z Kate zaczęliśmy cię szukać.<br />-A przepowiednia?<br />-Nie ma żadnej przepowiedni. Dumbledore wymyślił ją sobie, by mieć władzę w świecie magii.<br />-Nie rozumiem.<br />-To proste. Dumbledore był jednym z najbliższych towarzyszy Potterów i w jakimś stopniu Harry był pod jego opieką. Wszyscy wierzyli, że młody Potter ma jakaś potężną moc, skoro jako dziecko pokonał samego Czarnego Pana. A skoro złoty chłopiec jest pod opieką Dumbledorea to nikt nie chciał mieć w nim wroga.<br />-Aha.<br />-Wracając do mojej opowieści. Dowiedzieliśmy się, że Jane zginęła w dzień ucieczki, bo znaleziona jej ciało. Przez następne szesnaście lat szukaliśmy cię. Aż do dziś.<br />-Dlaczego tak długo?<br />-Bo Jane rzuciła na ciebie zaklęcie zmieniające charakter i wygląd. Choć to drugie nie za bardzo jej wyszło.<br />-Czyli żyłam przez te wszystkie lata z tymi wrednymi mugolami, bo Dumbledore i cała reszta chciała mnie zabić?<br />-Tak.<br />Hermi rozpłakała się na dobre. Riddle przytulił ją i w takiej ciszy siedzieli przez pewien czas, do póki Miona się nie uspokoiła.<br />-Jestem siostrzenicą Snapea?- spytała<br />-Tak. Severus jest twoim wujkiem, jak i chrzestnym.<br />-A co z mamą?<br />-Mieszkamy razem w Riddle Manor.<br />-Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz?<br />Riddle zastanowił się chwilę poczym wyczarował węża.<br />-Tylko potomek Salazara Slytherina potrafi rozmawiać z wężami. Jeśli jesteś naprawdę moją córką to przemów do niego.<br />Gryfonka spojrzała na niego, po czym powiedział:<br />-Witaj.<br />-Witaj pani.- odsyczał wąż<br />-Jak się nazywasz?<br />-Jestem Sambor.<br />-Rozumiem go! Rozumiem!- teraz to krzyczała w ludzkim języku<br />-Teraz mi wierzysz?<br />-Tak. A dlaczego Potter umie mowę węży?<br />-Tworząc bliznę musiałem dać mu jakąś z moich mocy. Nie miałem wpływu jaką dostanie. To była cena tego zaklęcia.<br />-Możesz zdjąć ze mnie to zaklęcie?<br />-Ależ oczywiście.<br />Mruknął jakaś formułkę i po chwili w sali rozbłysło zielone światło. Hermiona nie zmieniła się z wyglądu, ale jej charakter nabrał należyty kształt.&nbsp; &nbsp; &nbsp;<br />-Co teraz będzie tato?<br />-Cieszę się, że mówisz do mnie tato. Chcieliśmy, byś od tych wakacji zamieszkała z nami. Zgadzasz się?<br />-Tak. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że uwolnię się od tych mugoli.<br />-Za co ich tak nienawidzisz? Wszyscy mówią, że ich kochasz.<br />Hermiona opowiedziała ojcu o sytuacji w domu. Wyjaśnili sobie wszystko i ustalili, że od teraz będzie mieszkać z nimi. Przed 24 Voldemort opuścił Hogwart, a chwilę potem do sali wszedł Snape.<br />-Czemu sala jest nadal brudna?!- warknął wściekły<br />-Oj wujku, żeby tak do siostrzenicy?<br />-Na Merlina Hermiono. Ty znasz prawdę. Od kiedy? Kto ci powiedział? Co ty na to?<br />-Tata, przed chwilą i jestem teraz najszczęśliwszą czarownicą pod słońcem.<br />Snape przytulił Mionę i zaczął się z nią kręcić dokoła, ze szczęścia. Porozmawiali chwilę, wyjaśnili sobie wszystko, poczym Severus odprowadził ją do PWG.<br /> <br />Koniec wspomnienia<br /> <br />Na myśl o zemście na ustach panny Riddle pojawił się ironiczny uśmieszek. Teraz wszystko będzie inaczej, lepiej. Z takim nastawieniem młoda Gryfonka (do czasu) położyła się spać.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 14 Maj</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 14 Maj</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=91#p91</link>
<guid isPermaLink="false">91@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Prolog fajny a nawet bardzo fajny. Dziwię się tylko że tak &quot;wspaniały&quot; czarodziej jak Dumbledore nie zauważył tego podstępu...]]></description>
<pubDate>Niedziela 13 Maj</pubDate>
<comments>Niedziela 13 Maj</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=90#p90</link>
<guid isPermaLink="false">90@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Cudownie się zaczyna...]]></description>
<pubDate>Niedziela 13 Maj</pubDate>
<comments>Niedziela 13 Maj</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=89#p89</link>
<guid isPermaLink="false">89@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Prolog<br /><br />Na terenie całej posiadłości trwała zaciekła walka między członkami Zakonu Feniksa, a śmierciożercami. Niestety ci drudzy przegrywali, ponieważ nie byli przygotowani na atak i była ich tylko garstka. W czasie, gdy na dworze latały różne zaklęcia i klątwy, trójka czarodziejów stała w pokoju nad dziecięcym łóżeczkiem. W nim to właśnie spało małe niemowlę, nieświadome zagrożenia, które na nie czyha. Piękna kobieta o kasztanowych włosach wtulała się w ramię męża i płakała.<br />-Boję się Tom. Boję się, że ją nam zabiorą i zabiją.<br />-Spokojnie Kate. Nie pozwolę, by stała się jej krzywda.<br />Owa dwójka czarodziei spojrzała jeszcze raz na śpiące dziecko, poczym zwrócili się do czarownicy stojącej obok.<br />-Jane, musisz ją&nbsp; stąd niespostrzeżenie wynieść. Musisz ją uratować i zaopiekować się nią. Nikt nie może się dowiedzieć, że nasza córka przeżyła tą walkę. A przynajmniej do puki nie podrośnie.- rzekła pani domu<br />-Kate, Tom jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi i traktuję was jak rodzinę. Szybciej zginę niż pozwolę ją skrzywdzić.- odparła z powagą i pewnością Jane<br />-Dziękujemy Ci.<br />Tom przytulił swoją przyjaciółkę w geście wdzięczności. Po chwili podeszli jeszcze raz do łóżeczka. Kate ucałowała córeczkę na pożegnanie, Marvolo uczynił to samo, a potem podał ją Jane.<br />-Trzymaj się i zadbaj o jej bezpieczeństwo.- rzekła raz jeszcze Kathrin<br />Kobieta z dzieckiem uśmiechnęła się do przyjaciół i szybko wyszła ukrytym przejściem. Małżeństwo skierowało się do dużego łoża, na którym leżało jakieś dziecko, które miało zginać zamiast ich córki. Po chwili do pokoju wpadli: Albus Dumbledore, Alastor Moody i James Potter. Riddle ściągnął uwagę pierwszej dwójki na siebie. Gdy oni walczyli Potter zdołał oddzielić matkę od córki i już w następnej minucie śmiercionośne zaklęcie pozbawiło dziewczynkę życia. Po pokoju rozległ się krzyk bólu matki, która właśnie straciła dziecko. Tom, gdy tylko zauważył co się dzieje podbiegł do żony i w ostatniej chwili teleportowali się, unikając trzech zielonych promieni. Dobry obserwator zauważyłby, że na ich twarzach nie gościł smutek, lecz radość, a to dlatego, że ich plan powiódł się i Dumbledore i cała reszta jest święcie przekonana, że zabili córkę Lorda Voldemorta.<br /> <br /><em>Kilka minut wcześniej</em><br /> <br />Jane udało się wyjść z budynku niespostrzeżenie, lecz gdy tylko weszła do ogrodu jakieś zaklęcie ją trafiło. Upadła na ziemię. Po chwili się podniosła, a na jej twarzy gościło przerażenie. Wiedziała już, że nie jest wstanie wypełnić do końca przysięgi złożonej przyjaciołom. Nie zaopiekuje się ich córką, bo dostała klątwą, która sprawi, że za dwie godziny umrze. Puściła się więc biegiem do lasu, ponieważ nie jest tak potężna jak Tom i nie może się teleportować z terenu posiadłości musi wyjść poza nią. Wyjście z lasu zajęło jej godzinę. Gdy tylko to zrobiła w powietrzu rozległ się charakterystyczny trzask towarzyszący teleportacji. Pojawiła się na jakiejś ulicy. Podeszła do drzwi pierwszego domu, położyła dziecko na wycieraczce, rzuciła zaklęcie zmieniające charakter i wygląd, zadzwoniła i szybko teleportowała się w miejsce, gdzie będzie mogła spokojnie umrzeć. Była zadowolona i spokojna, ponieważ uratowała córkę przyjaciół i oddała ją na wychowanie w ręce czarodziei, którzy się nią zaopiekują. Nie wiedziała jednak jak bardzo się myli i że wygląd nie do końca się zmieni. Po tym jak zniknęła, drzwi otworzyły się i stanęła w nich kobieta. Gdy tylko zauważyła dziecko wzięła je na ręce i weszła do środka. Po rozmowie z mężem postanowili wychować dziecko jak swoje, ponieważ sami nie mogli mieć dzieci. Państwo Granger nie wiedzieli jednak, że od owej dziewczynki i od tego po jakiej stronie stanie, zależeć będzie życie całego świata mugoli, jak i czarodziei. Nie wiedzieli, że przez nią cały ich świat ulegnie zagładzie i że zginą z jej ręki.]]></description>
<pubDate>Âroda 9 Maj</pubDate>
<comments>Âroda 9 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Puzzle</title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=88#p88</link>
<guid isPermaLink="false">88@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Tapeta z Czary Ognia<br /><br /><blockquote>Ukryta wiadomość:<br><i>http://www.4shared.com/file/11i9DcOs/harry_potter_and_the_goblet_of.html?</i></blockquote>]]></description>
<pubDate>Âroda 2 Maj</pubDate>
<comments>Âroda 2 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Jeden krok dalej</title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=87#p87</link>
<guid isPermaLink="false">87@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Co za genialny ff! Napisany świetnym językiem, przemyślany, genialny ff, jakich ostatnio mało. Życzę inspiracji do dalszego pisania i i z niecierpliwością czekam na następne części!]]></description>
<pubDate>Âroda 25 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Âroda 25 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Jeden krok dalej</title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=86#p86</link>
<guid isPermaLink="false">86@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<p class="center">4. Wraz z szaleństwem pozostaje maj<br /><br />Kiedy rano budzi się, dormitorium znów jest puste. Pozwala złości i rozgoryczeniu buzować w długiej siateczce żył tuż pod jasną skórą. Czuje kumulującą się w nim, pragnącą krwi wściekłość. Przez chwilę żywi ją widokiem trzech idealnie posłanych łóżek i trzech zdjęć zakrytych bielą aksamitnego materiału.<br /><br />Trzech przyjaciół, trzech zmarłych, trzy ciała, których nigdy nie odnaleziono. Trzy ofiary Voldemorta, trzy postacie, o których będą pisać autorzy książek historycznych, trzy wyryte w jego sercu imiona bohaterów. I dwie dłonie, zaciskające się boleśnie w pięści pod zalewającą go niszczącą falą poczucia winy i bezsilności. Dwie nogi opadające na zimną, kamienną posadzkę i po omacku szukające butów. Para oczu wpatrująca się w skołtunioną pościel na czwartym łóżku i wybuchająca nagłym gejzerem niepewność. Przecież Ron powinien tu być, wiercić się i mamrotać coś przez sen. A to nie pierwszy poranek, nie pierwszy świt, kiedy go nie ma.<br /><br />Potrząsa głową i wreszcie przypomina sobie o Malfoyu. I jest prawie pewien, że wolałby sobie nie przypominać.<br /><br /><p class="center"><em>( - Ufam ci.<br /><br />- Po tym wszystkim?)</em><br /><br />~~...~~<br /><br /><p class="center"><em>- Widziałam cię. To był przebłysk. Leżałaś na mokrej posadzce, cała blada. A nad tobą wysoki chłopiec, spoglądający na ciebie z triumfującym wyrazem twarzy. Tak się bałam. Ale przeżyłaś i byłaś cała i zdrowa, więc zapomniałam o tym wszystkim. Rok później znów&#8230; Harry stał naprzeciw wyjącego wilkołaka i był zaledwie o krok od śmierci z jego rąk. Lecz przemilczałam to, a potem Snape przy śniadaniu wspomniał, że profesor Lupin jest&#8230; i wmówiłam sobie, że to i tak nic nie znaczy. Przynajmniej dopóki nie nastał trzeci rok i Turniej Trójmagiczny&#8230; wizje i przeczucia nawiedzały mnie tak często, że odnalazłam rządzący nimi mechanizm. Rozdrażnienie i niepokój przychodziły, gdy któraś z drogich mi osób była narażona na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. A w wizjach widziałam groźby śmierci, z których na szczęście żadna jeszcze się nie spełniła.<br /><br />Przez korytarz przebiega głośny, obleśny rechot głosów ochrypłych od prowokujących krzyków. Na kilka sekund przestają oddychać.<br /><br />- Nigdy nic nie mówiłaś&#8230; wizje&#8230; Ale czemu teraz?<br /><br />- Ponieważ widziałam Harry'ego przychodzącego nam na ratunek.<br /><br />- Czy&#8230;?<br /><br />- Tak. I była bardziej wyraźna niż kiedykolwiek wcześniej.<br /><br />~~...~~<br /><br />Wczorajszą drogę do lochów pamięta jak przez mgłę. Mijane korytarze rozmazują mu się we wspomnieniach, tworząc ciemną papkę. Dziś natomiast idzie powoli. Ma dużo czasu na pozbieranie myśli.<br /><br />( - Musisz pytać?<br /><br />- Tylko wtedy, gdy chcę znać odpowiedź.)</em><br /><br />Postacie z portretów wołają coś za nim czasami, jak zwykle, gdy wędruje skrótami, prowadzącymi do podziemi. Często dają mu rady i uważają, że każdej z nich powinien wysłuchać i skorzystać z ich wielowiecznego doświadczenia. Kiedy zauważają, że Harry ich nie słucha, przyłączają się do niego, przemykając przez złociste ramy. Kilka pięter niżej tworzą już dziwaczny pochód, któremu przewodniczy Harry Potter, a na którego końcu, pobrzękując zazielenioną od trawy zbroją, spieszy sir Cadogan.<br /><br />Dotarcie Harry'ego do lochów obwieszcza pisk zaklęcia bezpieczeństwa założonego przez strażników, którym nie podobała się jego nocna wizyta. Obwieszczenie wszystkim w zamku, iż Wybraniec zszedł właśnie na najniższy poziom wydaje się im odpowiednią karą, dopóki nie widzą, iż do pochodu postaci z obrazów dołącza także duża grupa młodszych członków Zakonu, którą muszą teraz rozgonić. Gryfon uśmiecha się złośliwie pod nosem, szerokim łukiem omijając zdenerwowanych strażników.<br /><br />Przy drzwiach Sali przesłuchań stoją już niczym dwaj wyniośli wartownicy Ron i Lupin. Ten pierwszy robi krok do przodu i unosi wysoko dłoń.<br /><br />- Przybij piątkę, stary! Mamy tę przeklętą fretkę! &#8211; Harry, zacisnąwszy zęby, uderza lekko w jego wyciągniętą rękę. Zmusza się nawet do oddania triumfującego uśmiechu, a potem odwraca się w stronę Lupina, który wygląda, jakby miał do niego kilka nie cierpiących zwłoki pytań. Potter niemal niezauważalnie kręci głową. Remus wzdycha, ale daje za wygraną.<br /><br />- Chciał przesłuchania ze świadkiem &#8211; mówi Lupin, krzywiąc się nieznacznie. Harry czuje się, jakby ktoś uderzył go pięścią w brzuch. Tylko Ron wydaje się nie rozumieć, o co chodzi. &#8211; W czasach pierwszej wojny aurorzy nie kłopotali się przesłuchiwaniem śmierciożerców w humanitarny sposób. Po upadku Voldemorta opinia publiczna wymusiła na Ministerstwie przyznanie przesłuchiwanemu świadka &#8211; bezstronnej osoby, która dopilnowałaby zachowania wszelkich granic. Chodziło głównie o udowodnienie, że jesteśmy lepsi niż śmierciożercy. Żądanie świadka przez Draco może świadczyć o tym, iż wierzy, że może zostać przez nas okrutnie potraktowany.<br /><br />- Albo chce przekazać komuś wiadomość &#8211; stwierdza Harry szeptem i zamyka na chwilę oczy. Tak. Draco chce podać komuś najpewniej zaszyfrowane informacje. &#8211; Kto?<br /><br />- Nie powiedział. Ma jednak jeszcze jedno żądanie. Chce ci coś powiedzieć przed rozpoczęciem przesłuchania.<br /><br />Hary kiwa głową, więc Lupin kładzie rękę na gałce w drzwiach i uchyla je. Wchodzą do środka, obrzucając wzrokiem pomieszczenie. Draco siedzi na krześle wyprostowany z podniesioną głową, ale gołym okiem widać, iż drży lekko z zimna. Potter zastanawia się przez chwilę, czemu Malfoy nie ma na sobie peleryny, którą mu wczoraj zostawił, a potem przeklina w myślach strażników. Musieli zabrać ją, odprowadzając Draco na noc do celi.<br /><br />Lupin odchrząkuje i siada na krześle za stołem, wyczarowując przed sobą kilka kartek, na których zapisze zeznania. Wypełnia powoli pierwsze rubryki, nie spoglądając na Malfoya. Ron natomiast niemal dławi się w kącie śmiechem, najpewniej z powodu tego, jak wygląda jego największy, najbardziej zaciekły wróg. Spojrzenia Draco i Harry'ego spotykają się i obaj nie mogą powstrzymać się przed lekkim uniesieniem warg w reakcji na ceglasto-czerwoną twarz Weasley'a.<br /><br />- Chcesz świadka &#8211; zaczyna powoli Harry, wpatrując się w twarz Draco i szukając czegoś, co mogłoby potwierdzić ich podejrzenia. Wszyscy od razu poważnieją, a powietrze gęstnieje tak, jakby wszystkie niewypowiedziane słowa jednak wydostawały się na zewnątrz, lecz zamiast wybrzmieć, bezdźwięcznie zawisały w pomieszczeniu.<br /><br /><p class="center"><em>- Po tym wszystkim</em><br /><br />- Chcę. Chcę Dumbledore'a. &#8211; Malfoyowie nawet w lochach nie tracą swojej pewności siebie i tonu głosu, który wyraża żądanie, mające być niezwłocznie spełnione. Malfoyowie są zawsze tacy sami, niezmienni i oschli, i Harry przez chwilę wpatruje się w Draco z zaskoczeniem, jakby zapomniał, że Draco istotnie jest Malfoyem. Malfoyowie nie uważają niemalfoyów za drogich czy ważnych, są egoistami, a przecież żaden z nich - ani Draco, ani Harry - nie poświęcił jeszcze wystarczająco wiele, by pozwolić sobie na egoizm.<br /><br />Proszenie Harry'ego, by pozwolił mu porozmawiać z dyrektorem Hogwartu, jest jak proszenie, by przez chwilę obaj byli egoistami. Choć na sekundę. Bo Dumbledore zawsze widzi w ludziach dobro. Zawsze daje drugą szansę. I wtedy Draco byłby wolny. Mogliby ciągnąć to szaleństwo &#8211; majowe szaleństwo - dalej. Harry przecież posiada nieskończone pokłady przebaczenia. Ale Harry już skończył z przebaczaniem. Bo Dumbledore niczym nieżywa, porcelanowa lalka zajmuje jedno z łóżek w skrzydle szpitalnym. Bo poduszka Hermiony jest co noc mokra od łez. Bo Ron wymyka się każdego ranka, a on nie wie dokąd. Bo Colin trzęsie się z powodu każdego głośniejszego dźwięku. Bo Luna i Ginny zniknęły miesiąc temu podczas odwiedzin w Norze. Bo Neville, bo Seamus, bo Dean. Bo Syriusz, bo Cedrick, bo Lilly i James. I wszyscy inni, którzy cierpią, cierpieli lub będą cierpieć z powodu Voldemorta, a Harry jest już zmęczony niemocą, bezsilnością, dostarczaniem złych nowin, walką, ale przede wszystkim, jest zmęczony rozdawaniem przebaczenia, które jest potrzebne ludziom tylko na chwilę &#8211; do momentu, w którym się nie odwróci i w którym będą mogli wbić mu w plecy parskający iskrami koniec różdżki.<br /><br />- Dumbledore jest zajęty, Malfoy &#8211; mówi w końcu Ron, a każdy wyraz brzmi jak syk, tak mocno ma zaciśnięte zęby. Chce coś jeszcze dodać, ale jedno spojrzenie Lupina wystarcza, by zamknął usta. Na Harry'ego ono jednak nie działa.<br /><br />- Właściwie&#8230; mogę poręczyć, że nie wyjdziesz stąd do zakończenia wojny, więc czemu miałbym nie poinformować cię, co zrobił twój kolega? &#8211; pyta zdawkowo Harry, a Draco odchyla się na krześle. Jego oczy zwężają się podejrzliwie.<br /><br />- O co ci chodzi, Potter?<br /><br />- O Zabiniego. I jego klątwę, którą chciał zabić Pansy. &#8211; Harry przygląda się, jak przez twarz Draco przebiega cień złości, który sekundę później jest już pod kontrolą. Zwyczajowa maska zakrywa wszystkie uczucia. Malfoy porusza lekko ramionami, rozcierając przy tym obolałe, związane magicznym promieniem nadgarstki. Na twarzy Pottera nie drga ani jeden nerw świadczący o tym, że jest mu przykro albo że współczuje. No cóż&#8230; Harry też ma dobry zestaw masek.<br /><br />- Jak zwykle pleciesz głupoty, Potter &#8211; neguje, ostatnie słowo przeciągając w iście malfoyowskim stylu, o którym Harry już zapomniał, bo w głowie od maja dźwięczy mu wciąż chrapliwe, gardłowe, rozpaczliwe &#8222;Har-rry!&quot;.<br /><br />- Już nie.<br /><br />- Więc może przejdziesz do puenty? &#8211; Draco Malfoy próbuje pokazać, jak bardzo jest zniecierpliwiony, ale &#8211; co Harry uważa za całkiem zabawne &#8211; krawędzie jego głosu są miękkie i odrobinę postrzępione &#8211; wyziera zza nich chorobliwa ciekawość i może nawet złość, na samego siebie i na Zabiniego.<br /><br />- Tak się składa, że klątwa trafiła Dumbledore'a, który odtrącił Parkinson i przez to sam nie zdążył się osłonić &#8211; cedzi przez zęby Ron, znów wtrącając się do rozmowy. Harry przez chwilę mruga, jakby zapomniał, że nie są sami, a potem zerka kątem oka na Lupina, który starannie zapisuje wszystko na kartce. Jest już w połowie pokryta równym, drobnym pismem. Wzrok Harry'ego znów skupia się na Malfoyu.<br /><br />- Jako że Zabini&#8230; &#8211; Harry wypluwa nazwisko chłopca niczym pokrytego trucizną cukierka, a potem opiera ręce na blacie, zbliżając twarz do twarzy Dracona. &#8211; Jako że Zabini twierdzi, iż ta klątwa została wynaleziona przez niego i Malfoya &#8211; a nie sądzę, żeby twój tatuś bawił się z dziećmi &#8211; podasz nam przeciwzaklęcie. Teraz.<br /><br />Draco zaciska dłonie w pięści za plecami i zaciska powieki, powstrzymując zdradzieckie pieczenie. &#8211; Mój ojciec zginął w czerwcu za moją niesubordynację, Potter &#8211; mówi, a jego głos w ogóle nie drży, co uważa za zrządzenie losu, biorąc pod uwagę słoną kroplę, która na szczęście zatrzymuje mu się na rzęsach. Nie. Przy. Wiewiórze. Otwiera oczy i widzi, że Harry wyprostował się i patrzy na niego ze zdziwieniem. Nawet Lupin podniósł głowę i najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale Draco nie mógł mu pozwolić się zdradzić. &#8211; Dobrze. W takim razie będę musiał się zadowolić prywatnym przesłuchaniem.<br /><br />Harry znów pochyla się, wyciąga dłoń, którą chce położyć na podrapanym ramieniu i otwiera usta, układając je w kształt niepokojąco przypominający &#8222;D&quot;. Malfoy, jeśli to możliwe, odchyla się na krześle jeszcze dalej. Ręka opada do boku, piecząc i swędząc, a zielone oczy patrzą z wyrzutem i wyglądają na tak cholernie zranione, że Draco przez sekundę zastanawia się, czy dobrze zrobił. Zapada cisza, podczas której Malfoy patrzy w te oczy, a potem stwierdza, że już czas i mówi powoli i wyraźnie, z wysoko u niesionym podbródkiem i całą tą arystokratyczną nonszalancją: - To, co powiedziałem w maju nad jeziorem, to prawda.<br /><br />- W maju nad jeziorem mówiłeś wiele rzeczy. &#8211; Malfoy wie, że Harry zrozumiał przekaz. Teraz próbuje tylko rozpaczliwie znaleźć tylną furtkę, drugie drzwi, które pozwoliłyby mu nadal wierzyć w kłamstwo.<br /><br />- I każda jest prawdziwa.<br /><br />Harry podchodzi do drzwi po omacku. Jego ręka szuka gałki odrobinę za długo, niczym dłoń ślepca. Lub szaleńca. W końcu odnajduje chłodny metal i zaciska się na nim kurczowo. &#8211; Wiedziałem. Wiedziałem. &#8211; Odwraca się do Draco. &#8211; Ale czemu teraz?<br /><br />Malfoy znów zaciska powieki i powtarza sobie &#8222;chociaż matkę. Ojca nie dałem rady, więc chociaż matkę.&quot; Tym razem musi zmuszać się do otworzenia ust, do spojrzenia w twarz cholernego, dobrego Pottera i do powiedzenia: - Ponieważ wiem, gdzie one są (Luna i Ginny &#8211; dwa imiona wiszą w powietrzu, niewypowiedziane). &#8211; I ponieważ to jedyny sposób, bym spełnił zadanie, uratował matkę, byś mi zaufał i&#8230; i może nawet przeżył.<br /><br />- Gdzie?<br /><br />Nie powiem ci, bo tam pójdziesz. Sam, bez planu, bez obstawy. I zginiesz, do cholery! &#8211; Stary dwór Blacków, niedaleko Lancaster.<br /><br />- Powiesz mi wszystko &#8211; żąda Potter twardym tonem. Malfoy kiwa głową i, chowając twarz za zasłoną włosów, zaczyna recytować listę haseł i zaklęć systemu zabezpieczeń.<br /><br />Lupin podnosi głowę po raz drugi i spogląda w pustą twarz Rona. Dziwne. Przecież chodzi o jego siostrę, myśli.<br /><br />~~...~~<br /><br /><strong><p class="center">Zawsze powtarzano mu, że w życiu trzeba stale walczyć. Honor, duma, przekonania i własne zdanie to tylko nieliczne z pretekstów. Walka ma w sobie w końcu coś arystokratycznego, walka to przedłużenie dyplomacji, a zdolność do walki to wykładnik przydatności do pełnej sukcesów egzystencji politycznej w przyszłości. Spryt i szybkość, gibkość i giętkość &#8211; walka jest piękna; pełna uników, wypadów, ataków. Walkę można określić przecież tak ogromną ilością metafor &#8211; on pamięta tylko kilka, coś o modliszce, o lwie i o wężu, ale jest pewien, że jest ich o wiele, wiele więcej.<br /><br />Draco Malfoy ma lat jedenaście i jego błyszczące oczy wyrażają pełną wiarę w słowa Lucjusza, Narcyzy i ich najbliższych przyjaciół, których poznali zanim Draco się urodził.<br /><br />Draco Malfoy ma lat dwanaście i wciąż ufa swoim rodzicom. Walka wciąż jest piękna, wciąż składa się z uników, wypadów i ataków, wciąż wymaga metafor. Tylko że teraz Draco nocami wpatruje się w martwe, szklane oczy sennej mary i już nie chce walczyć na śmierć i życie.<br /><br />Szkoła jest bezpieczna. Tu walka kończy się zawsze śmiechem, ironicznym komentarzem, szlabanem lub straconymi punktami. Nie ma pustych oczu, tryskającej z ran krwi, oderwanych części ciała. Nie ma Lucjusza, który niczym groźny bóg wojny patrzy na ofiarę z góry i od niechcenia wymawia dwa słowa &#8211; tylko dwa, a Draco wciąż jest pewien, że nawet jedno z nich nie przeszłoby mu przez gardło. W szkole walka rodzi się z zazdrości albo, co zdarza się coraz częściej, dla zasady. Jest tylko jedna zasada. Żaden Ślizgon nie przejdzie obojętnie obok Gryfona.<br /><br />Draco Malfoy ma lat szesnaście i przechodzi obojętnie obok Gryfona. Jego ojciec twierdzi, że Draco może już wreszcie naprawdę zacząć walczyć. Nie ze złości, zazdrości, pożądania, nie dla honoru i nie dla zasady. Draco ma teraz wyższe cele, cele Lucjusza i cele Voldemorta. Podbój świata, uprzedzenia, pozyskiwanie zwolenników. Zemsta. Kara. Reputacja. I ten ostatni, którego Draco nienawidzi z całego serca: przyjemność. Dlatego w szkole nie chce walczyć. Szkoda, że dociera to do niego tak późno. Miesiąc przed siedemnastymi urodzinami.<br /><br />Głównym celem jest Harry Potter. Draco myśli, że wreszcie jego szaleństwo znalazło swoje usprawiedliwienie. Zielone oczy, czarne włosy, kościste nadgarstki i wystające żebra zna przecież tak dobrze, jak swoje własne odbicie w lustrze. Główny cel jest łatwy do osiągnięcia &#8211; skoro Draco potrafił raz wypowiedzieć dwa słowa (te dwa słowa i każdej nocy nienawidzi się coraz bardziej), potrafi także wypowiedzieć je po raz drugi. Czymże więc jest porwanie Pottera i doprowadzenie go do Czarnego Pana? A potem Potter umiera &#8211; cóż za głupie słowo i cóż za głupia podłoga &#8211; i Draco czuje jak jego żołądek wywija koziołki. Z jakiegoś nieokreślonego powodu. Bo może go wreszcie dotknąć? Jego lepkiego i bladego czoła? Voldemort chce to zrobić sam. &#8211; znów go prześladuje.<br /><br />Draco ma lat siedemnaście, zakochuje się w największym wrogu, jest trenowany, by walczyć i nie może przestać śnić, więc prawie przestaje spać. Kiedy zaczyna myśleć, że treningi walki i czarów, które mają wykorzystać później przeciw Voldemortowi, są grą wstępną, nocami leży na łóżku i przeklina się, że pomyślał: grą wstępną do śmierci. Później uparcie wmawia sobie, że nigdy przez myśl nie przeszła mu śmierć. Chodziło o wojnę. Gra wstępna do wojny (śmierci &#8211; zawsze szepcze uczynny umysł).<br /><br />Draco ma lat osiemnaście i zauważa, że świat wyśliznął mu się z rąk. Potter znajduje za murami Hogwartu, za które on może teraz wejść jedynie jako więzień. Jego ojciec&#8230; ojciec zwiedza kryptę Malfoyów. Matka jest gdzieś. A to gdzieś jest tam, gdzie Draco nigdy go nie znajdzie. Nie ma powrotu, nie ma drogi naprzód. Zostaje mu tylko szaleństwo, które sprawia, że jego sny mieszają się z koszmarami.<br /><br />Draco ma lat osiemnaście i wreszcie wie, że żadna walka nie jest piękna. Wojna nie jest piękna.<br /><br />Śmierć nie jest piękna.<br /><br />Ale przecież pozostało mu szaleństwo. A wraz z szaleństwem pozostał maj.</strong><br /><br />~~...~~<br /><br />Draco szybko kończy wymienianie wartowników i ostrzeżeń. A potem cichym, wyraźnym, malfoyowskim głosem żąda, by reszta przesłuchania przebiegła za zamkniętymi drzwiami, jedynie w obecności Lupina &#8211; o dziwo rezygnuje z reszty próśb &#8211; bo &#8222;tylko jego podejrzewam o posiadanie mózgu. Marchewkowa papka się nie liczy, a z twojej głowy, Potter, dobiega rozpaczliwe wołanie umierającego z głodu mózgojada&quot;.<br /><br />Ron chyba po raz pierwszy nie reaguje na zaczepkę Malfoya. Wychodzi powoli z zamyślonym wyrazem twarzy. Harry patrzy na jego przygarbione plecy zdezorientowany. A potem kiwa głową na pożegnanie Lupinowi i obrzuca Draco smutnym spojrzeniem. Kiedy zielone oczy zwracają się w stronę drzwi, znów dochodzi go cichy głos Malfoya.<br /><br />- Myślę, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć, Potter. Świetnie się bawiłem, ale czas już zmienić dekoracje.<br /><br /><em><p class="center">( - Nie powinieneś.)</em><br /><br />Drzwi trzaskają tak mocno, że Draco ma przez chwilę wrażenie, że zaraz wypadną z zawiasów. Słyszy, że coś opiera się o nie po drugiej stronie, a potem ciężko osuwa na posadzkę. Zapada cisza. Draco otwiera oczy i wtedy jego policzek atakuje pięść Lupina.<br /><br />- Dziękuję, profesorze.<br /><br /><p class="center"><em>( - Ale i tak ufam.)</em><br /><br />~~...~~<br /><br /><p class="center"><em>W maju nad jeziorem Draco Malfoy mówi wiele rzeczy. I każda z nich jest prawdziwa.<br /><br />Zabawne, że dopiero wtedy, gdy zostaje zbyt mało czasu, wreszcie dostrzegamy jak bardzo się myliliśmy. Wyczuwając zbliżającą się wojnę (śmierć &#8211; podpowiada uczynny umysł) lista priorytetów wywraca się do góry nogami. Zadziwiające, jak nisko znajdują się teraz dawne cele, rzeczy, które kiedyś cieszyły, a jak wysokie miejsca zajmują chwile i przelotne uciechy. I Harry (Potter jest mój &#8211; syczy, a potem powietrze przeszywają krzyki. On sam zaś zaciska powieki, dłonie przyciska do uszu i przywołuje w myślach miotłę. A na niej triumfującego, czarnowłosego szukającego i modli się). I Harry, który półleży oparty o drzewo. I który patrzy na niego zamyślony. I wyciąga dłoń, dotykając jego twarzy. Księżyc odbija się w jego oczach, kiedy przekrzywia głowę i pyta, czy mogą jeszcze dziś trochę polatać.<br /><br />Draco wstaje, łapie jego dłoń i podciąga go do pionu. Potem całuje każdą z wyraźnie zarysowanych kostek i uśmiecha się kącikiem ust. Ciągnie go przez błonia w kierunku szopy na miotły.<br /><br />W maju nad jeziorem Draco Malfoy mówi wiele rzeczy. I każda z nich jest prawdziwa.<br /><br />Ale jeszcze więcej mówi w szopie na miotły. A potem trochę wzdycha, trochę mruczy, trochę bełkocze i trochę szepcze. A potem nawet zasypia, bez snów i bez koszmarów, pod atramentowym niebem przykryty złoto-czerwonym szalikiem.</em><br /><br />~~...~~<br /><br />- Draco.<br /><br />- Czarny Pan zabił mojego ojca, ponieważ nie przyprowadziłem mu Pottera, Lupin. Nie pozwolę, żeby moja matka też zginęła za moje błędy. &#8211; Remus przez chwilę wpatruje się w wypełnione złością, srebrzyste oczy.<br /><br />- Wróciłeś do niego &#8211; stwierdza w końcu, opadając na oparcie krzesła. Kartki z zeznaniami idą w zapomnienie.<br /><br />- Wróciłem. &#8211; Draco porusza ramionami, próbując ulżyć piekącym nadgarstkom. Lupin zauważa gest i macha różdżką. Z cichym kliknięciem kajdanki znikają, a Malfoy kładzie ręce na stole. &#8211; Wtrącił mnie do lochu. Do celi z Weasley i Luną. Był bardzo zły.<br /><br />Remus unosi brew, gdy widzi lekki uśmiech błąkający się po ustach Draco. &#8211; Zły?<br /><br />- Wściekły. Cholernie, straszliwie, godzinami wściekły. To cud, że żyję.<br /><br />- A jednak nie udało mu się ciebie złamać.<br /><br />Draco uśmiecha się odrobinę szerzej. &#8211; Nie, nie udało.<br /><br />- Więc?<br /><br />- Więc co?<br /><br />- Więc czemu tu jesteś?<br /><br />- Nie pozwolę, żeby matka też zginęła za moje błędy &#8211; powtarza Draco, a z jego twarzy znikają jakiekolwiek ślady wesołości. Lupin wzdycha ciężko, a potem podnosi się i podchodzi do drzwi. Za pomocą czaru sprawdza, czy Harry wciąż jest na korytarzu, ale piętro wydaje się być puste. Wraca na krzesło i kładzie łokcie na stole, dłońmi podpierając głowę i wpatrując się w Malfoya.<br /><br />- Rozumiem &#8211; mówi w końcu. I chyba istotnie rozumie, bo ze stosu akt wyławia czystą kartkę i podaje Draco pióro. Malfoy kiwa zgodnie głową i zaczyna pisać. Powoli, z rozwagą, by uniknąć skrzypnięcia, bo okazuje się, że nawet w podziemnych salach Hogwartu ktoś może podsłuchiwać.<br /><br /><em>Muszę tam być, gdy Potter da się złapać.</em><br /><br />Lupin stuka różdżką w papier, który pokrywa się natychmiast drobnym drukiem. Skąd ta pewność, że go złapią?<br /><br /><em>To Potter. Wymknie się bez planu, sam, pod osłoną nocy. Wiem, co zamierza zrobić i nie uda mu się to. Nie lekceważ Czarnego Pana.<br /></em><br />- Teraz podpisz tu i tu, jeśli zgadzasz się z zapisanymi zeznaniami. &#8211; Jego różdżka znów dotyka kartki.<br /><br /><em>Co zamierzasz zrobić?</em><br /><br /><em>Wszystko, czego będzie wymagać sytuacja.</em> &#8211; Pisze, choć &#8222;wszystko, czego trzeba, by uratować matkę&quot; kołacze mu się w głowie.<br /><br />Ale Lupin mu ufa. Tak jak Potter. Złej osobie. Po wszystkim, co się stało. Po wszystkim, do czego został zmuszony i co zrobił z własnej woli. Wciąż w niego wierzą. Jest przecież Ślizgonem, do cholery!<br /><br /><em>Twoja różdżka znajduje się w gabinecie Snape'a.<br /><br />Hasło?<br /><br />Vanitas vanitatum et omnia vanitas.<br /><br />Jak poetycko.</em><br /><br />- Draco?<br /><br />- Tak, profesorze? &#8211; Malfoy podnosi głowę i przypatruje się, jak Lupin wyjmuje z kieszeni fiolkę błotnistego płynu, a potem wrzuca do niej jeden posiwiały włos. Nagle Draco zauważa, jak staro wygląda jego były nauczyciel. Skóra wokół oczu poznaczona jest głębokimi zmarszczkami, a czoło pobrużdżone.<br /><br />- Dostałem twój list. &#8211; List. List, w którym wszystko wyjaśniasz. List, który sprawia, że&#8230;<br /><br />- Ufasz mi &#8211; stwierdza Draco oskarżycielsko i zaciska wargi w wąską kreskę. Jego Ślizgońska część rechocze okrutnie na skraju umysłu, który szepcze śmierć, śmierć. Lupin nie odpowiada, patrzy tylko na niego szeroko otwartymi oczami. &#8211; Wybrałeś złą osobę. Obaj wybraliście źle.<br /><br />Jest świadom, ze jego chłodny głos niemal odbija się echem od kamiennych ścian. Remus uśmiecha się tylko lekko, trochę tak, jak Draco wcześniej. Tak, jakby już zwyciężył. &#8211; Gdy przyjdzie odpowiednia chwila, podejmiesz dobrą decyzję.<br /><br />Lupin podaje mu fiolkę eliksiru wielosokowego, a Draco kręci przez chwilę głową. &#8211; Właśnie wypełniłem swoje zadanie i uratowałem matkę. Wygrałem. A ty wciąż mi ufasz.<br /><br />Już nie przejmują się podsłuchem. Bo w sumie kto mógłby podsłuchiwać przesłuchanie, z którego sprawozdanie do jutra będzie znajdować się na biurkach wszystkich ważniejszych postaci Zakonu.<br /><br />- Nie lekceważ Harry'ego &#8211; prosi w końcu Lupin, gdy Malfoy odbiera szklaną buteleczkę i pociąga z niej długi łyk. Esencja Lupina jest biała i przywodzi na myśl pierwszy śnieg, ale i tak smakuje okropnie.<br /><br />Draco zamyka oczy i myśli, że Gryfoni są głupcami. Wysyłając Pottera do rezydencji Blacków, wreszcie wypełnił wolę Voldemorta. Jego matka jest wolna. On jest wolny.<br /><br />A potem czuje ból gdzieś w okolicach serca i wie, że to wcale nie przez eliksir.<br /><br />Może Gryfoni są głupcami, ale za to całkiem mądrymi.<br /><br />~~...~~<br /><br /><strong><em><p class="center">W maju nad jeziorem Draco Malfoy mówi wiele rzeczy.<br /><br />Stwierdza na przykład od niechcenia, że w Hogwarcie jest szpieg, którego nikt nie podejrzewa. I pyta, kogo Harry by wytypował. A potem godzinami milczą, wpatrując się w nieruchomą taflę. W końcu Draco podnosi wzrok i widzi zęby zaciśnięte tak mocno na wardze, że wyciąga dłoń i dotyka policzka Harry'ego, by choć trochę się rozluźnił.<br /><br />- A co, gdyby był to Ron?<br /><br />- Nie uwierzyłbym ci.<br /><br />- Wiem.<br /><br />W maju nad jeziorem Draco Malfoy mówi wiele rzeczy. I każda z nich jest prawdziwa.<br /><br />Koniec części IV.</em></strong>]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 23 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 23 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Jeden krok dalej</title>
<link>http://www.harrypotter-world.pun.pl/viewtopic.php?pid=85#p85</link>
<guid isPermaLink="false">85@http://www.harrypotter-world.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Nie wierzę, że wciąż nie ma nowego rozdziału. Proszę pisz szybko, bo nie mogę się doczekać.]]></description>
<pubDate>Âroda 18 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Âroda 18 KwiecieĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
